poniedziałek, 23 stycznia 2017

Morderstwo w San Escobar (5) Narkotyki niedoszłego premiera

Juan siedział za kierownicą swojego wysłużonego samochodu, nerwowo bębniąc opuszkami lewej dłoni o kierownicę i rozmyślając o prowadzonym właśnie śledztwie. Łatwo nie było. Dzięki raportowi patologa wiedzieli już, że wycięcie serca Santia
go Moravskiego nie było jednocześnie aktem jego zabójstwa. Wyniki przeprowadzonych badań jednoznacznie stwierdzały, że polityk zmarł kilka godzin przed utratą mięśnia sercowego. Udało się nawet stwierdzić przyczynę zgonu - testy krwi denata wskazywały na silne przedawkowanie metaamfetaminy. W momencie otrzymania tych wyników Juan nie mógł być nawet przesadnie zdziwiony - był już po lekturze dzienników Santiago, znalezionych w jego gabinecie. Oczywiście niedoszły premier nie opisywał tam ze szczególną dbałością o detale swoich alkoholowych ekscesów, jednak wprawiony w kontaktach z dilerami śledczy mógł stwierdzić z całą pewnością, że chodzi o notatki faceta, który brał. I to od wielu lat.

Juan westchnął, myśląc o plotkach, jakie krążyły wokół kurczakowego biznesu Hectora Moravskiego  Mało kto mógł uwierzyć, że regularny, masowy transport mięsa z San Escobar do Stanów Zjednoczonych był tym, co naprawdę wyniosło jego właściciela na szczyty. Wątpliwa była również opłacalność takiego handlu, zwłaszcza na dłuższą metę, tymczasem sanescobariańskie kurczaki wędrowały do Nowego Meksyku już od kilkunastu lat, opłacając nie tylko kosztowny transport, ale i przynosząc tym i owym sporą fortunę.

A teraz okazywało się, że przyczyną śmierci Santiago Moravskiego było przedawkowanie metaamfetaminy.

Wpatrując się w czerwone światło Juan wrócił wspomnieniem do rozmowy z Hectorem. To było ich drugie spotkanie po śmierci jednego z bliźniaków. Juan znów siedział przy stoliku w staromodnie urządzonym salonie, pogryzając kruche ciasteczka przyniesione przez panią Jadwigę. Śledczy przeczuwał, że tym razem będzie trudniej. I niestety miał rację.

- Co mi pan tu będziesz insynuował? - krzyczał Hector Moravski, a jego okrągła, zazwyczaj blada twarz zrobiła się czerwona aż pod nasadę siwych włosów. - Mój brat odmawiał wypicia piwa, a co dopiero tu mówić o narkotykach! Czyja to jest robota, ja się pytam? Czy policja w tym kraju jest jeszcze instytucją niezależną, czy ten cholerny układ przedostał się nawet do was?
- Z faktami nie sposób dyskutować - bronił się Juan, zerkając nerwowo na Adriana, który był tu również i tym razem, z misją sporządzania notatek ze spotkania. - Badania wykazały…
- A nie zastanawia pana kto przeprowadzał te badania? - zasyczał Hector. 
- Nie musi. To doktor Geronimo, nasz najlepszy…
- Antonio Geronimo! - wykrzyknął biznesmen. - Proszę pana, czy ja naprawdę muszę panu mówić kim jest Antonio Geronimo, z jaką opcją polityczną on sympatyzuje? Ja mogę pana zapewnić, że w ostatnich wyborach on na pewno nie głosował na mojego brata. I teraz dziwnym przypadkiem, po przegranej Santiago, bada jego ciało i stwierdza spożycie narkotyków, tak? Czy pan naprawdę uważa to za przypadek? Proszę pana, ile pan ma lat?!
- Trzydzieści pięć - wymamrotał Juan, wpatrzony w pusty talerzyk po ciastkach.
- To daje panu jakieś dziesięć lat w policji, tak? A zastanowił się pan nad tym, gdzie spędzi pan kolejne dziesięć?! Trzydzieści pięć lat… Dorosły facet i nie pamięta, z jaką redakcją jeszcze niedawno związany był Antonio Geronimo? Z “Prawdą i legendą”, proszę pana…

“Prawda i legenda” było antyklerykalnym magazynem, dość wyróżniającym się w słynącym z katolicyzmu San Escobar. Juan nigdy nie miał go w ręku, ale z prasą w ogóle był raczej na bakier, pomijając oczywiście prasówkę, którą odbębniał w związku z wykonywaną pracą oraz zawodowym kontaktem z mediami. Rzecz jasna nie było najmniejszego sensu w tłumaczeniu tego Hectorowi Moravskiemu, który rozsierdzony do granic możliwości najwyraźniej dawał do zrozumienia, że wbrew solennym zapowiedziom współpraca z nim nie będzie łatwa. Policjanta bardzo niepokoił fakt, że biznesmen zdawał się próbować upolitycznić śmierć brata. Oczywiście na tym etapie śledztwa wielu hipotez nie dało się jeszcze wykluczyć, jednak najbardziej prawdopodobne wydawało się zwykłe przedawkowanie, celowe (samobójstwo) bądź też nie.

Oczywiście wciąż pozostawał niewyjaśniony wątek wyciętego serca. Juanowi marzyło się spokojne śledztwo, bez konieczności przesadnego uważania na polityczne bomby. Tak się jednak złożyło, że usunięty organ należał do niedoszłego premiera, ważnego członka największej partii opozycyjnej w parlamencie.

Sytuacja zdawała się wymykać spod kontroli. Hector zwołał konferencję prasową, na której w dobitny sposób oskarżył organa śledcze o wspieranie partii rządzącej Obiecał też, że nie spocznie, póki prawda o śmierci jego brata, niedoszłego premiera Santiago Moravskiego nie ujrzy światła dziennego. Na odzew nie trzeba było długo czekać. Partia jego brata natychmiast wciągnęła śmierć bliźniaka na sztandary, domagając się uznania, że zmarły stracił życie w wyniku okrutnego aktu wycięcia serca oraz skierowania śledztwa na tory zakładające polityczny motyw mordestwa. Na najbliższy weekend przed siedzibą parlamentu planowany był obywatelski protest. A wszystko to przy trwającej właśnie wizycie dyplomatycznej przedstawicieli najważniejszego sojusznika państwa.


Juan nigdy nie interesował się polityką bardziej niż to było konieczne w przypadku policjanta dobrze wykonującego swoją pracę. Teraz jednak nie mógł się powstrzymać od rozważań na temat tego, jak całe zamieszanie wpłynie na główny temat spotkania między politykami San Escobar i Polski, a mianowicie planowaną umowę handlową. Umowę, jakiej świat jeszcze nie widział.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz