Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Eurowizja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Eurowizja. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 15 maja 2016

Eurowizja!

No więc ten: ja zawsze lubiłam Eurowizję. Przez całe lata, kiedy jeszcze mieszkałam w Europie transmisja z konkursu była jedną z nielicznych okazji, kiedy przypominałam sobie o fakcie posiadania telewizora. Nie ograniczałam się zresztą wyłącznie do roli widza: głosowałam na najlepsze moim zdaniem piosenki, a wśród przedstawianych przez uczestników utworów znajdowałam czasem takie, do których potem często wracałam. Przykładem mogą być piosenki Madness of Love (Raphael Gualazzi) oraz Rändajad (Urban Symphony).

Ale żeby nie było: większość muzyki prezentowanej na Eurowizji zwyczajnie mi się nie podoba. Z jakiegoś pokręconego powodu lubię te, które wyśmiewają sam konkurs oraz oczywiście te, które przeszły przez sito moich muzycznych preferencji. Całość traktuję trochę jako rodzaj kabaretu, który lubię oglądać. Najlepiej z kieliszkiem wina w dłoni. Albo miseczką lodów o smaku sernika truskawkowego, jak to miało miejsce podczas Eurowizji 2011. Może to i strata czasu (pomijając te nieliczne fajne piosenki, które jednak gdzieś tam we mnie zostają), ale raz na rok chyba można.

Odkąd mieszkam w USA, tematu Eurowizji jakoś namiętnie nie śledzę - nie ta strefa czasowa, no i nie do końca ogarniam temat oglądania stąd europejskiej TV (pewnie ma to jakiś związek z faktem, że telewizor jest u mnie urządzeniem służącym do oglądania Netfliksa). Ale wieść o tym, że Polskę będzie reprezentował Michał Szpak jakoś tam do mnie dotarła i nawet ucieszyła - wprawdzie kojarzyłam tylko jeden występ tego wokalisty, ale ponieważ chodziło o Dziwny jest ten świat Czesława Niemena, to zapamiętałam go dość dobrze.

Podczas trwania tegorocznego konkursu byłam akurat na etapie gotowania kurczaka w mleku kokosowym, ale chciwie podczytywałam kolejne doniesienia o wynikach festiwalu. No i wiecie, fajnie jest. Szpak pokazał, że śpiewać potrafi i miło, że zostało to zauważone, mimo powtarzających się od lat głosów o tym, że Polska na Eurowizji wypada kiepsko, bo nie lubią nas inne kraje.

Ale jest coś jeszcze.

Obserwując wpisy moich znajomych na Facebooku śmiem stwierdzić, że w tym roku wyjątkowo oglądanie Eurowizji nie jest obciachem. ;-) Co naprawdę mnie cieszy.

niedziela, 15 maja 2011

Od Eurowizji do truskawek

Pewnie to obciach, ale lubię oglądać Eurowizję. I robię to co roku. Zaczęło się kilka lat temu, kiedy przypadkiem włączyłam telewizor akurat podczas którejś edycji konkursu. Był to naprawdę godny uwagi przypadek, jako że na co dzień nie pamiętałam w ogóle o tym, że mam telewizor. No i jakoś tak wyszło, że obejrzeliśmy wtedy program do końca, pijąc jakiś alkohol, który ułatwiał nam obcowanie z takiej sobie jakości muzyką. Od tamtej pory była to już tradycja: okazało się, że wino i Eurowizja do siebie pasują. Poza tym dobra głupawka nie jest zła.

Nigdy nie kibicowałam szczególnie jakiemuś konkretnemu krajowi - pewnie byłoby fajnie, gdyby Polska wygrała, ale prezentowane przez naszych wykonawców piosenki były zwykle po prostu nie gorsze od tych najgorszych, więc na wiele nie było co liczyć. Nie mówiąc już o tym, że nigdy chyba nie wygrał utwór, który mi się podobał. 

Wczoraj byłam jednak całkiem blisko - co prawda wygrał jakiś koszmarek, ale dość wysoko znalazły się piosenki włoska, gruzińska i grecka. Fakt, że za rok konkurs piosenki europejskiej będzie organizował Azerbejdżan wydaje mi się lekko dziwny (patrzę na hasło "Azerbejdżan" na Wikipedii i czytam: państwo w Azji nad Morzem Kaspijskim), ale z drugiej strony, z punktu widzenia Polki to nie taka znowu zbrodnia, jako że z tamtymi terenami łączy nas tradycja. W Baku, stolicy tego dalekiego kraju, żył wszak Cezary Baryka. Tak napisał Stefan Żeromski. Myślę, że wysyłając tam w przyszłym roku naszego reprezentanta powinniśmy jakoś do tego faktu nawiązać. Czy Mateusz Damięcki potrafi śpiewać?

To naprawdę cudowne, że w świecie, w którym możliwe są akcje takie jak afera truskawkowa, istnieją też zorganizowane odgórnie absurdy i żenady, które wyrównują to i owo w ludzkiej psychice. 

A jeśli chodzi o truskawki: chorwackich nigdy nie jadłam, ale mogę się wypowiedzieć na temat jakości truskawek francuskich i hiszpańskich, bo takie tu w tym roku jadłam. Otóż, moi mili, moim zdaniem o tej porze roku lepsze są francuskie.